Psia ... - klal, natezajac miesnie - Dlugo nie otwierana... musiala sie zastac... Stalem tak i patrzylem na wysilki ojca. W koncu go to zdenerwowalo i kazal mi pomagac. Bardziej przekonany do rozkazu ojcowskiego, nizli wynikow "pchania gory", i ja ja "podparlem". I nagle, po kilku chwilach zbiorowego wysilku, skala drgnela, i po poczatkowym oporze, calkiem lekko przesunela sie na bok. Odsloniete wejscie bylo na tyle duze, ze mozna bylo przezen przejechac zaprzezonym wozem.
Ojciec zapalil latarnie, poczym zepchnal skale na poprzednie miejsce. Przed nami rozpoczynal sie bardzo dlugi tunel, prowadzacy stromo w dol. Zatkalo mnie z wrazenia. Czegos podobnego nigdy w zyciu nie widzialem. Slowo "tunel" nie oddaje ogromu korytarza, ktory rozposcieral sie przed moimi oczami. Byl tak wielki, ze z powodzeniem moglby nim jechac pociag. Prowadzil prosto, bez zadnych zakretow, co stwierdzilem dopiero pozniej. Jego przekroj byl kolisty, ale nieco przyplaszczony od gory. Powierzchnia scian lekko pofalowana, jakby pokarbowana ostrzem wielkiego wiertla. sciany i podlogi lsniace, jakby wylane szklem. Byl zadziwiajaco suchy. Ani sladu wody sciekajacej po scianach, ani tez splywajacej po podlodze.
Zauwazylem, ze nasze buty nie wydaja tego ostrego dzwieku, jakiego mozna bylo sie spodziewac po chodzeniu po "szkliwie". A wrecz przeciwnie. Odglos krokow byl jakby stlumiony.
Za tydzien ciag dalszy opowiesci sprzed lat. Dodam teraz tylko, ze stary Wincent zmarl w 1981r. I jeszcze jedno - czy przypominacie sobie Panstwo historie opowiedziana przez Ericha von D„nikena? On rowniez opisywal (wiele lat pozniej) swoje dotarcie do tajemniczych korytarzy pod ziemia i dziwnych znalezisk. Nie chcial jednak ujawnic swiatu, gdzie znajduje sie wejscie. Twierdzil wowczas, ze nasz swiat, a glownie politycy, marzacy jedynie o podbojach, nie sa przygotowani, by poznac prawde.